Oczami wariata

Szital Publiczny
Spirometria. Nie pamiętam nawet ile razy miałam ją robioną. Nabierasz powietrze i wypuszczasz, ale tak, że płuca aż zasysają się do środka. Próznia.
No i w poniedziałek musiałam pójśc na kolejną. Ale tym razem nie w Medicoverze, okazuje się, że nie robią spiro z próbą skurczową. No ok, czeka mnie wycieczka do Wojskowego Instytutu Medycznego.
Od pierwszej minuty wita mnie tam burczenie, chamstwo, grubiaństwo itd. Generalnie bardzo nieprzyjemnie. Może odbierałam wszystko trochę wyolbrzymione (pewne weekendowe i poranno-poniedziałkowe fakty), ale na pewno nie są to zmyślone zdarzenia.
Na dzień dobry dostałam zjebkę, że nie oddałam kurtki do szatni (no do wafla, jestem pierwszy raz w szpitalu i nie znam się na zwyczajach, nikt  nie nie poinformował, żadnej karteczki, że szatnia obowiązkowa nie widziałam). No to baba która robiła mi badanie już miała na mnie wkurwa, bo na jej sytanie dlaczego jestem w kurtce odpowiedziałam „dlaczego nie?”.
Wysłała mnie gdzieś do pokoju 119, żebym załatwiła fakturę, bo oczywiście ja płacę, a dopiero potem Medicover mi oddaje kasę, nie ma żeby się sami ze sobą dogadali. No i chyba jednyną miłą osobą którą spotkałam w tym spzitalu była ta kobieta od faktur. A jeszcze się okazało, że na sierowaniu jest szpital na Banacha, a jestem tu i znowu fuck up, ale fakturę wystawiła.
Potem się wyczekałam niewiadomo ile, aż łaskawie zabrała mnie do jakiegoś pokoju i zaczyna jakieś igły wyjmować. Pobranie krwi, coś mi będzie wstrzykiwać? Oczywiście nie jest łaskawa mi odpowiedzieć na pytanie po co to i co to, tylko wyjeżdża mi z tekstem czy lekarz, który mnie kierował nie poinformował mnie co będzie robione. Ok poinformował, ale o welfronach nic nie mówił. Po tym jak obie żeśmy na siebie napyskowały raczyła mi w końcu powiedzieć, że to jakby coś się działo jak będzie mi podawać środek skurczający płuca.
No i zaczęło sie badanie. Nabrać, wydmuchać, nabrać, wydmuchać. Wyjąć ustnik, odczekać, włożyć usntik, oddychać, wyjąć, odczekać, włozyć, nabrać, wydmuchać i tak w kółko. Przy każdym cyklu oddech miałam coraz krótszy i serio myślałam, że zaraz mi się skończy powietrze.
W między czasie oczywiście dostąłam kolejną zjebkę, bo zadzwonił do mnie telefon, który miałam w kieszeni, no to awantura, że nie wolno komórek do kabiny przynosić. A sama, to kurwa napierdalała przez tą swoją dosłownie co chwila. Aż mi się ciśnienie podnosi jak o tym myślę. Chyba zresztą widać...
Potem, jak już oddech miałam tak płyki jakby kończył się tlen na ziemi znowu zabrała mnie do tego pokoju i podała tlen.
Ciekawe doświadczenia: pierwszy w życiu welfron, pierwsze w życiu podawanie tlenu.
A potem kibel, chyba ze 3 godziny na korytarzu w klinice Alergologii, Pulmonologii i Chorów Wewnętrzynych (czy jakoś tak). Bryndza taka, że aż słabo o tym pisać. Od dzisiaj wierzę w każde złe słowo, które usłyszę o państwowej służbie zdrowia. Na własne oczy widziałam jak pielęgniarka mówi do salowego: „patrz w jakim ona tu barłogu leży, nie możemy jej tak na korytaż zabrać”, a wieźli jakąś pacjentkę na łóżku. No i zaczęli jej kołdrę przywiązywać bandażami do ramy tegoż łóżka. Ona się drze, nie wiążcie mnie, rozkopuje tą kołrdę, a oni w pompie to wszyskto mają. Tylko pielęgniara do tego salowego, żeby na kokardkę zawiązał, żeby było łatwo odwiązać. No kaplica.
Nie wiem ile kiblowałam, aż przylazła ta „moja” i pozwoliła mi pójść do kasy i zapłacić 150PLN za badanie. Jak wróciłam to gdzieś polazła, wróciła, oddała mi wszystkie papiery i pozwoliła iść do domu. Ale to było już po 15 i nie było siły abym na samolot do Helsinek zdążyła. Fuck up.
2012-01-25 11:48:20 skomentuj (0)
Mój tydzień z Marilyn
No to poleciałam do Helsinek. Na lotnisku spotkałam jeszcze dwie osoby z A, jedna leciała do UKa na nowy projekt (zupelnie jak ja ;-)), a kumpel do Ingolstadt. Lata tam od czasu jak jeszcze ja byłam na projekcie, torchę mu się przedłużył ten maintenance, który dla nich robi.
No i jeszcze spotkałam kolesia, z którym byłam na Erasmusie, pamiętam tylko imię, ale za cholere nie pamiętam nazwiska. Ale to nieistotne, po nazwisku się ludzi nie woła, chyba że ono było również ksyfką, a tak mogło być w tym przypadku.
Sama Finlandia mi się podoba, tak samo jak klient. Od razu dostałam badge'a, biurko, wczoraj nawet została powieszona nad nim karteczka z moim imieniem i nazwiskiem. Miło. Nie pamiętam kiedy miałam swoje biurko, a już na pewno nie podpisane.
No i pierwszy raz od nie wiem kiedy czuję się dość pewnie w tym co robię, mówię bez jakichś oporów (może się to niektórym co mnie znają wydawać zaskakujące, że mam czasami blokadę ;-)), wiem co powiedzieć i nie rozkminiam na siłę kiedy by się tu do dyskusji włączyć. Jakoś samo naturalnie to przychodzi. Może to kolejny etap, w który w końcu wkroczyłam.
Wprawdzie u innych klientów też w pewnym momencie tą barierę przekraczałam, ale tu jest tak od pierwszego dnia.
Helsinki są sympatyczne, szczególnie otulone świeżą warstwą śniegu. Biało, ślisko i przytulnie to wszystko wygląda. Już znalazłam tu swoje drogi. Ścieżka do biegania wokół stawu w samym centrum liczy sobie 2km długości i pełna jest biegaczy, spacerowiczów, nordikowców i to niezależnie od pogody. We wtorek sypało śniegiem wieczorem, a mimo to było tłoczno.
Basen, równie blisko hotelu jak ścieżka jest najstarszym w Helsinkach i ma podział na dni dla kobiet i mężczyzn, no i nic dziwnego skoro kto chce pływa nago. Ale co dziwne, pływają nago, a przebierają się w kabinach. Jak już pływasz nago to nie przebieraj się w kabinie, tylko weź sobie zwykłą szafkę. Nie rozumiem toku rozumowania.
No i na koniec (tego posta przynajmniej) kino, które mam 150m od hotelu. Tak jak chodzę dość rzadko, to w tym tygodniu byłam już dwa razy (na Dziewczynie z tatuażem i na Mój tydzień z Marilyn), nie licząc Pamiętników zakrapianych rumem w sobotę w Warszawie. Tylko, to kino mnie tu zrujnuje. Bilet kosztuje 10,5. Euro żeby było jasne.
A jutro już frunę spoowrotem do Polski. Tydzień w Helsinkach śmignął.

2012-01-19 07:55:31 skomentuj (0)
sens tu niby ninja, pojawia się i znika jak wątek u Davida Lyncha
No to mamy Nowy Rok, noworoczne postanowienia wprowadzone w życie (5x mało i zdrowo). Niektóre z chęci, inne z musu (te na szczęście tylko tymczasowe) - nie mogę pić przez jakiś czas bo dopadł mnie kiedyś kleszcz. Niedawno się okazało, że dopadł mnie skutecznie i trzeba wytrzebić to świństwo. A trzebi się przynajmniej 3-tygodniową kuracją antybiotykową. A jak wiadomo przy antybiotykach nie powinno się pić.
Przy okazji tego nie-picia jest tu w Dubaju dużo imprez. Takie moje a'la pożegnalne, pożegnalne koleżanki Niemki no i ogólnie towarzyskich. Już jedną w ten weekend zaliczyłam. Pustynia, grill, ognisko, muza, alkohol. Nawet ba trzeźwo bawiłam się całkiem dobrze. Chyba siłą sugestii czułam się też troche nawalona. Bo czy na trzeźwo wsiadłabym w środku nocy na quada, razem z pięcioma innymi osobami i dała się wozić pijanemu kierowcy po wydmach? Chyba nie. A wsiadłam przecież.
Przeszło mi niby przez głowę, że dużo nas na tym pojeździe, kierowca jest wstawiony, ten piasek to jest momentami stromy. No i tak, pierwsza runda była spokojna i płaska, natomiast druga stroma. Już podczas zjazdu miałam wizję, iż dwóch chłopaków którzy siedzą z przodu spadną w tył (tzn. na przód quada) i wpadną pod koła. Nic takiego się nie wydarzyło na szczęście. Za to podczas wjazdu pod górę okazało się, iż trójka dziewcząt siedzących z tyłu (włącznie ze mną) jest za ciężka i quad się wykopyrtnął. Ci z przodu polecieli, my poleciałyśmy jakoś do tyłu, tak że w pewnym momencie leżałam skulona i miałam tą maszynerię na sobie.
Na szczęście nic się specjalnego nie stało. Komuś udało się postawić pojazd na 'nogi' i uwolnić nas. Poza moją szramą pod lewą brwią, dziurą w podbródku Preeti i naderwanym mięsniem uda jej męża obeszło się bez strat.
Oczywiście nie do końca udało się postanowienie wytrzymać na takiej imprezie, ale już wracam do kieratu (no może oprócz tego cheeseburgera w More Cafe, na którego od ponad pół roku się wybieram).
No i trzeba porządnie się zabrać za bieganie, co też na razie słabo mi idzie. Jacek mi takie treningi rozpisał, że masakra, nie mam zamiaru na sam początek tak się zajechać. Chyba trochę na odwal to zrobił... także na razie olewam tą rozpiskę. Muszę się sama rozbiegać i rozpływać (z tym to już nie jest chyba tak źle, trochę nadrobiłam pływanie po tym jak laryngolog mi zabronił, ale już ostatnio pozwolił). Ciężko się w Dubaju było zabrać, ale już się zmobilizowałam i 3 razy byłam na przebieżce, w tym dzisiaj rano. Tak, tak poranne treningi też trzeba zacząć uskuteczniać. 
2012-01-08 09:05:43 skomentuj (1)
koszmarów cztery pary
Wracam do stanu permanentnego zmęczenia, jeszcze nie zaczęłam na dobre pracować, a już wracam się dwa razy do domu przy okazji wyjścia na zakupy. Raz się wracałam spod windy bo zapomniałam starych leków, które chciałam zostawić w aptece, a drugi raz, juz ze sklepu bo zapomniałam pieniędzy. Dwie zarwane noce na pewno mi nie służą, nie mówiąc o tej co zarwałam dzisiaj i do tego dochodzi jeszcze jet lag (na szczęście w tą lepsza stronę), więc dzisiaj już zupełnie odpływam. Niby strzeliłam sobie drzemkę po przylocie, ale nie pomogło za wiele.
A na domiar wszystkiego śnił mi się jakiś koszmar w noc sylwestrową, ale tak zupełnie z dupy. Z nikim nie rozmawiałam o pracy, nawet nie myślałam o tym, a tu nagle taki sen. Przylatuję na nowy projekt (dokładnie widziałam nazwę klienta) i nie wiem w co ręce włożyć. Burdel kompletny, same nieznane rzeczy, nie wiem za co i jak się zabrać. Niestety obawiam się, iż ten scenariusz nie jest wcale taki nieprawdopodobny...
2012-01-03 13:10:06 skomentuj (1)

Księga

Linki
muzyka - PL
Farben Lehre
Myslovitz
Blade Loki
Pudelsi
Pidżama Porno
Lao Che
Kult
Hey
Grabaż i Strachy Na Lachy

wspinanie
wspinanie - PL
Frankenjura
wspinanie - D
UKA

Kraina Łagodności
wgb Bukowina
sdm Stare Dobre
Strefa Strefa Piosenki

podróże
Tramp Serwis Informacyjny Podróżników
PKP Rozkład jazdy

blogi
FagHag
Jezier
Zuza
Scarabee
Stalocieplna
Zaczes
Liberatus
KK
Samaniesamotna
Z-Baszty
Malotraktorem Zapiski miłośnika wszystkiego co Czeskie
DonPedro Myśli zbite i ułożone, ale pokręcone
Trzask
Teddy
Nostami MTS
Gale
Qruk rodaczka
Ender
Suicidalmaniac
Kuchnia - napisz przepis
Bezokolicznik cała prawda o człowieq
Siobhan
Major ...... bohater Major Ponury
Doda
Majster skąd przychodził, kto go znał?
Andy ojczulek - co tu dużo mówić?
Nestor pan dorosły

Gliwice
Polibuda Politechnika Śląska
Gliwice Gliwice - miejski serwis informacyjny


Przeszłość
2012
styczeń
2011
grudzień
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2010
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2004
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2003
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2002
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2001
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec